Muszę przyznać, że sięgając po tę książkę, miałem pewne obawy. Kolejna próba “odczarowania” średniowiecza? Brzmi jak temat na wykład, który słyszałem już kilkanaście razy. Tymczasem Gabriele i Perry naprawdę potrafią opowiadać i to jest chyba największa zaleta Wieków światłych.
Autorzy biorą na warsztat z grubsza tysiąc lat europejskiej historii i próbują obalić uporczywy mit mrocznego średniowiecza — epoki rzekomo pogrążonej w ciemnocie, zabobonach i brutalności. Zamiast tego malują obraz świata tętniącego życiem: od mozaik Rawenny, przez kosmopolityczne dwory sycylijskie, po intelektualny ferment al-Andalus. Każdy rozdział zbudowany jest wokół konkretnego momentu, postaci albo artefaktu, co nadaje narracji rytm i sprawia, że książkę czyta się niemal jak zbiór esejów. A przy niecałych 300 stronach, treść w nich zawartą czyta się dość sprawnie.
Teza centralna, że średniowiecze było epoką kontaktów międzykulturowych, wymiany handlowej i intelektualnej, a nie jakąś czarną dziurą między antykiem a renesansem trzyma się kupy i jest przedstawiona przekonująco, bez nadmiernego moralizatorstwa. Język jest przystępny, pozbawiony akademickiego żargonu, a jednocześnie nie traktuje czytelnika protekcjonalnie. Gabriele i Perry celowo dają przy tym przestrzeń kobietom, Żydom, muzułmanom, Bizantyjczykom, czyli postaciom i społecznościom, które w klasycznych narracjach o europejskim średniowieczu bywają spychane na margines. Dzięki temu obraz jest pełniejszy i uczciwszy niż ten, do którego przyzwyczaiły nas podręczniki.
Tyle że ta przystępność ma swoją cenę. Kto czytał już trochę o średniowieczu, ten szybko zauważy uproszczenia. Niektóre tematy są ledwie zarysowane, a wiele wątków, które mogłyby być fascynujące, autorzy kwitują zaledwie kilkoma akapitami. Momentami brakowało mi też porządnego wsparcia naukowego — przypisy są szczątkowe, bibliografia skromna, więc ktoś, kto chciałby sprawdzić źródła albo pociągnąć jakiś temat dalej, pozostaje z poczuciem niespełnienia.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mi zgrzytała. W zapale obalania mitu ciemnych wieków Gabriele i Perry momentami przesadzają w drugą stronę. Krucjaty, pogromy Żydów, głód, zarazy – to wszystko jest wspomniane, ale nie zawsze z taką uwagą, na jaką zasługuje. Średniowiecze nie było jednolicie mroczne, zgoda, ale nie było też jednolicie “jasne”, a książka czasem sprawia wrażenie, jakby autorzy woleli o tym zapomnieć. Do tego mimo szczerych ambicji narracja pozostaje dość europocentryczna. Świat islamu, Bizancjum czy Afryka pojawiają się głównie jako tło dla wydarzeń zachodnioeuropejskich, nie zaś jako pełnoprawni bohaterowie opowieści.